Trwa wyjazd po Tajlandii - relacja Piotra Druzgały Trwa wyjazd Tajlandia - Festiwal Wegetariański na wyspie Phuket Zapraszamy do przeczytania relacji z wyjazdu: "Jesteśmy prawie na półmetku wyprawy. Za nami Bangkok ze świątyniami, Pałacem Królewskim, głośnym i kolorowym Kao Sanem, pysznościami w Chinatown, centrami handlowymi, pachnącym jaśminem nocnym targiem kwiatowym, niesamowitym domem Jima Thompsona ... i ulicznymi korkami. Doświadczyliśmy korków jadąc autobusem, taksówką, tuk-tukiem, a nawet idąc pieszo. Tylko łodzie były szybkie. Teraz odpoczywamy w Kanchanaburi, gdzie nareszcie możemy oddychać pełną piersią... Melduję, że most na rzece Kwai zdobyty, najmniejszy nietoperz świata naocznie sprawdzony... Ale to nie wszystko - pod koniec dnia była kąpiel w gorących źródłach i chłodzenie się w rwącej i żółtej od mułu rzece. Jako nieliczni Biali wśród tłumu Tajów wzbudzaliśmy pełne podziwu pomruki dla naszych "wysportowanych", a przede wszystkim nie skalanych słońcem białych ciał (w Tajlandii wybielacze do skóry są nawet w dezodorantach pod pachy). A dziś to dopiero była frajda: 7-progowy wodospad Erewan. Podejście do pierwszego progu zajęło nam około 3 godzin, ale nagroda była godna wspinaczki. W porze deszczowej Erewan wygląda niesamowicie – grzmot spadającej wody zagłusza wszystkie odgłosy dżungli. Oczywiście można pływać, a dodatkową atrakcją są ryby gryzące w nogi. Nie piranie... na szczęście. Jutro mamy zaproszenie na obiad do Wat Sya czyli świątyni Tygrysa. Obowiązuje tam dressing code – nie wolno zakładać czerwonych, różowych i pomarańczowych strojów, żeby nie drażnić dzikich bestii (a mnisi? przecież oni noszą pomarańczowe szaty?). Jak przeżyjemy, to po południu czeka nas bliskie spotkanie z dalekimi kuzynami w Szkole Małp. A pojutrze powrót na dzień do Bangkoku, żeby znów zażyć szaleństw (...sobotnia noc...), może kupić jedwabny krawat dla stryja, albo spodenki do tajskiego boksu dla dziewczyny. A potem... wyjazd na Festiwal Wegetariański na Phuket. Aż boję się myśleć co będzie się działo. No i jeszcze jedno: jedzenie. Była już ostra sałatka z papai, ostra zupa tom yum, ostry rosół, ostry makaron, ostry ryż, ostre warzywa, ostre owoce... Tylko lody i napoje da się zjeść bez wypieków na twarzy i potu na czole. Pozdrawiam z Kanchanaburi Piotr Druzgała |