Maciej Kołodziejczyk: Tam, gdzie mówią językiem ChrystusaPięćdziesiąt kilometrów na północ od Damaszku, wśród wyniosłych i suchych gór Qalamoun, leżą trzy niewielkie wioski: Maalula, Bakhaa i Jaba`adin. Piękna, surowa przyroda i chłodny, górski klimat przyciągają ludzi spragnionych ciszy i spokoju. Mieszkańcy Damaszku przybywają tu, by na rodzinnym pikniku odpocząć od zgiełku ponad milionowej metropolii. Mimo iż językiem urzędowym Syrii jest arabski, mieszkańcy tej okolicy do dzisiaj na co dzień rozmawiają po aramejsku. Tego starożytnego języka używał Jezus w swoich kazaniach. Apostołowie po aramejsku odmawiali modlitwę Ojcze Nasz, a św. Mateusz Ewangelista w tym języku spisał swą Ewangelię. Również starotestamentalne Księgi Ezdrasza i Daniela oraz teksty z grot w Qumran nad Morzem Martwym zawierają obszerne fragmenty pisane po aramejsku. Historia miejscowej wspólnoty chrześcijańskiej sięga wielu wieków wstecz. Już w pierwszym soborze Nicejskim, w 325 roku, uczestniczył biskup Maaluli. Chrześcijanie obrządku grecko-ortodoksyjnego także dziś stanowią większość wyznaniową, choć mieszkają tam również muzułmanie. Różnice wyznaniowe nie powodują jednak żadnych konfliktów. Tak jak w całej Syrii, społeczności różnych religii koegzystują w pokoju i harmonii. Szczególną czcią otacza się w Maaluli postać świętej Tekli. Według podań, pochodząca z zamożnej, greckiej rodziny Tekla nawróciła się pod wpływem kazań świętego Pawła. Rodzice nie zaakceptowali wyboru córki i wydali ją na śmierć. Uciekając z rodzinnych stron w Azji Mniejszej, ścigana przez rzymskich żołdaków, stanęła u stóp wyniosłej ściany skalnej i jęła modlić się żarliwie do Boga. Jej modlitwa została wysłuchana. Skała rozstąpiła się, udzielając uciekinierce schronienia. Odtąd żyła w skalnej grocie, dzieląc swój czas między modlitwę i pomoc bliźnim. Dzięki swej wytrwałości w wierze i wielkiej dobroci, już za życia otoczona była przez miejscową ludność czcią i szacunkiem. W języku aramejskim słowo maalula oznacza wejście. Za klasztorem otwiera się wylot skalnego wąwozu, tak wąskiego, że z łatwością można jednocześnie dotknąć obydwu jego ścian. Woda drążyła przez tysiąclecia skalne szczeliny, co doprowadziło do powstania wielu jaskiń w jego zboczach oraz głębokiego wąwozu. Prowadzi on stromo w górę. Po ulewnych deszczach jego dno zamienia się w rwącą rzekę. Gdy jest sucho, jego dnem wiedzie ścieżka. Wiele metrów wyżej, z szerokiego, płaskiego grzbietu rozciąga się wspaniały widok na leżącą u stóp urwiska Maalulę. W tym miejscu, wysoko ponad wsią, na fundamentach świątyni Apollina, stoi kościół i klasztor greckokatolicki ojców Salwatorianów pod wezwaniem świętego Sergiusza. Historia tego kościoła jest prawie tak długa, jak historia tutejszej wspólnoty chrześcijańskiej. Do wnętrza zabudowań prowadzi niskie i wąskie wejście, trzeba się więc schylić, by dostać się do środka. Podobno miało to uniemożliwić wjeżdżanie do świątyni konno. Z niewielkiego dziedzińca przechodzi się do kościoła. Wiek jego drewnianych drzwi i belek w jego murach ocenia się na blisko dwa tysiące lat. Na kamiennych ołtarzach o marmurowych blatach składano niegdyś ofiary pogańskie. Ściany kościoła zdobi wiele wspaniałych ikon, wśród których najsłynniejsza jest kopia ikony Matki Boskiej z Dzieciątkiem, namalowanej — według legendy — przez świętego Łukasza Ewangelistę. Dwie inne ofiarował generał Anders, który był gościem klasztoru. Do kościoła i klasztoru świętego Sergiusza przybywają rzesze pielgrzymów. W kościele rozbrzmiewają modlitwy i śpiewy w wielu językach. Mnisi zajmują się uprawą winnej latorośli i drzew figowych. Ich specjalnością jest słodkie wino owocowe o oryginalnym, lekko cierpkim posmaku, który zawdzięcza figom. W sklepiku z pamiątkami, oprócz wina, można nabyć kasety z nagraniami oryginalnych śpiewów w języku aramejskim oraz foldery, także w języku polskim. Lektura wpisów w księdze gości przywodzi na myśl gwarny, wielojęzyczny bazar, ale nie zadziwia ta wielojęzyczność, świadcząca o liczebności pielgrzymich rzesz, bowiem miejsce, w którym. mówi się na co dzień w języku Jezusa, przyciąga jak magnes. Maciej Kołodziejczyk (tekst ukazał się w: Źródło nr 52; grudzień 2000)
|