Na przełomie lipca i sierpnia Klub Laurazja zorganizował nietuzinkowy wyjazd na zamówienie do Meksyku.
Oparty był on na programie Ale Meksyk!, autorstwa Piotra Orechwo.
Na specjalne zamówienie, trasa wyjazdu została poszerzona o dodatkowy, przygodowy tydzień.


Grupa, w większości pochodząca z Krakowa, wyleciała z lotniska Balice. Po kilkunastu godzinach wygodnej podróży i jednej przesiadce wylądowaliśmy w największym mieście świata – Ciudad de Mexico. Następnego dnia, nie zwlekając, udaliśmy się do cudownego miejsca jakim są gorące źródła w okolicach grot Tolantongo.

Tam, w przepięknie położonych basenach z gorącą wodą zapomnieliśmy o trudach podróży. Następnie nasza trasa prowadziła przez kolonialną Morelię do wioski Indian Purepecha – Anghauan. Wioska ta położona jest tuż obok najmłodszego wulkanu świata Paricutin, który zamierzaliśmy zdobyć kolejnego dnia. Do domków, w których mieliśmy nocować, dotarliśmy na pace samochodu dostawczego, którego kierowca zaproponował nam podwózkę. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na spacer do wioski, w trakcie którego mieliśmy okazję uczestniczyć w uroczystych procesjach związanych z nadchodzącym świętem Św. Jakuba. Co ciekawe, z okazji procesji uczestnicy byli częstowani przygotowaną przez tutejsze gospodynie pyszną zupą z kukurydzy – pozole. Bardzo nam smakowała, a niektórzy poprosili nawet o dokładkę. Okazało się, że to nie był koniec dodatkowych „atrakcji” tego niezwykłego miejsca. Idąc za dobiegającą gdzieś z wioski skoczną muzyką, dotarliśmy na miejscowy ślub. Miejscowi Indianie, widząc tak zacnych gości, niezwłocznie poprosili nas do tańca. I tak, wykonując tańce będące połączeniem naszej polki i indiańskiego zawijaka, spędziliśmy kolejnych kilka chwil. Pokrzepieni tak gorącym przyjęciem, udaliśmy się na zasłużony odpoczynek, przed następnym, bardzo ważnym dniem w naszej podróży. Kolejnego dnia, mogliśmy się poczuć jak prawdziwi zdobywcy Meksyku. Konno dotarliśmy do ruin zalanego przez lawę miasteczka, o chyba najtrudniejszej nazwie w całym Meksyku: San Juan de Parangaricutirimicuaringo. Co ciekawe, młodzież uczestnicząca w naszym wyjeździe, w kilka chwil zapamiętała tego słownego wygibasa, wzbudzając zachwyt miejscowych. Poprzez ruiny kościoła zalanego przez lawę rozpoczęliśmy mozolną wędrówkę przez, jak nam się wydawało, straszny Mordor, w stronę majaczącego w oddali stożka wulkanicznego – naszej „Góry Przeznaczenia”. Po kilku godzinach mozolnej wędrówki osiągnęliśmy cel naszej podróży – szczyt wulkanu Paricutin!

Ale to nie był ostatni wulkan zdobyty na tym wyjeździe. Kilka dni później wjeżdżaliśmy już na kolejny – Nevado de Toluca. To niezwykle atrakcyjna góra, czwarta co do wysokości w Meksyku. Co ciekawe, aż do wysokości ok. 4 tys. m.n.p.m. można na nią wjechać samochodem. Dalej, w zasięgu kilkugodzinnej wędrówki można dotrzeć, poprzez kalderę, do dwóch malowniczych jeziorek, położonych w kraterze. Widoki na majaczące w oddali pięciotysięczne Popo i Izta, zapierały dech w piersiach, a wnętrze krateru wynagradzało trudy wspinaczki.

Po powrocie do miasta Meksyk, dotarła do nas pozostała część grupy, dzięki czemu, już w komplecie, kontynuowaliśmy naszą podróż. Po wypadzie na piramidy w Teotihuacan i zwiedzeniu Ciudad de Mexico, udaliśmy się do miasta srebra Taxco. Po drodze udało nam się „bonusowo” zahaczyć o imponujące groty Cacahuamilpa, które swoim ogromem zrobiły na grupie duże wrażenie. Z Taxco dotarliśmy do Acapulco, które o tej porze roku, pełne było lokalnych turystów – Meksykanów, korzystających z uroków tego kurortu, z okazji wakacji szkolnych. Aby uciec od tłumów turystów, pojechaliśmy do laguny Coyuca, gdzie znaleźliśmy cudowną przyrodę, ciszę i spokój hamaka. Kiedy wieczorem nastąpił czas powrotu, każdy żegnał się z tym magicznym miejscem, z żalem w sercu, że już musi wyjeżdżać.

Dalsza nasza podróż prowadziła wzdłuż bardzo ciekawego wybrzeża Pacyfiku do niezwykle urokliwych plażyczek w okolicach Mazunte. Jednakże, jako że grupa była bardzo aktywna, na samych plażach zbyt długo nie zabawiliśmy, odwiedzając Centrum Żółwi oraz bardzo ciekawą lagunę La Ventanilla.

W Oaxaca zajadaliśmy się smażonymi konikami polnymi, popijanymi pysznym mezcalem. Odwiedziliśmy też jedną z najładniejszych w Meksyku stref archeologicznych – Monte Alban, dawnej stolicy Zapoteków – „ludzi chmur”.

Następnie, poprzez największy w Meksyku Kanion Sumidero, dotarliśmy do niezwykle barwnego, indiańskiego stanu Chiapas. Oprócz odwiedzenia sztandarowych dla tej trasy San Cristobal de las Casas, San Juan Chamula i Palenque udało nam się zamieszkać u Indian Lacandonów, tuż obok granicy z Gwatemalą, w tajemniczej i gęstej Selwie. Niezwykła gościnność, uprzejmość i fascynująca kultura Indian Lacandonów, zapadły nam głęboko w pamięć. Tym bardziej, że wpychająca się oknami, drzwiami i asfaltowanymi drogami cywilizacja, powoduje, że coraz rzadziej można spotkać prawdziwych Lacandonów, żyjących w zgodzie z tradycją.

Po odwiedzeniu jeszcze kilku dawnych miast Majów na półwyspie Jukatan, dotarliśmy nad karaibskie plaże, gdzie mogliśmy zrelaksować się w turkusowym, cieplutkim morzu.

Z podziękowaniami dla całej grupy i wszystkich dobrych ludzi, których spotkaliśmy na trasie,

Don Pedro – Piotr Orechwo. 






POWIązane WYprawy

Ale Meksyk!

Wycieczka do piramid Azteków, miast Majów i współczesnych Indian Meksyku

szczegóły oferty

21 dni: 1 - 21marca 2019  |  Cena: 2.900 zł + 1.270 USD + bilet lotniczy

21 dni: 26 czerwca - 16 lipca 2019  |  Cena: 2.900 zł + 1.270 USD + bilet lotniczy

Meksyk – wyprawa śladami księdza Hidalgo

Wyprawa szlakiem wulkanów i zabytków UNESCO

szczegóły oferty

19 dni: wyjazd na zamówienie dla minimum 7 osób  |  Cena: 2.200 zł + 1.250 USD + bilet lotniczy

x