Sri Lanka – Perła Oceanu Indyjskiego
11 – 27 stycznia 2018 roku

„Cejlon. O Boże, jest przepiękny! Niewyobrażalnie wręcz tropikalny, zielony, z mnóstwem kwiatów. „Co by było, gdyby pachnące przyprawami bryzy przesuwały się miękko przez wyspę Cejlon”.* Niewyobrażalna linia, nieporównywalna linia; niewiele mówi, ale powoduje całe mrowie uczuć, orientalny wdzięk, tajemnicę oraz tropikalną wspaniałość – linia, która drży i dygoce tysiącem niewyrażonych i niewyrażalnych rzeczy. Rzeczy, które prześladują, ale nie znajdują żadnego, wystarczająco wymownego głosu.” napisał Mark Twain
*Twain cytuje tutaj wiersz Biskupa Reginalda Hebera.


Spotkanie na lotnisku Bandaranaike i szybka wymiana pieniędzy. Za dolara dostajemy ponad 150 lankijskich rupii, pakujemy się do busików i jedziemy do Negombo. Po uciążliwej podróży należy nam się odpoczynek na plaży, a nasze zmrożone europejską zimą kości domagają się słońca. Żadnych konkretnych planów. Prysznic, spacer po miasteczku, skok do oceanu i pierwszy lankijski posiłek. Mniam.

Kolejny dzień również spokojny, bo musimy przyzwyczaić się do ponad sześciogodzinnej różnicy czasu. Najpierw tuk-tukiem, a potem lokalnym autobusem jedziemy do Colombo i zjadamy swoje pierwsze trójkątne, warzywne roti. Zaczynamy od muzeum, w którym hinduizm miesza się z buddyzmem. Tysiące lat historii wyspy w jednym miejscu. W muzealnych ogrodach gigantycznych rozmiarów banyan (Figowiec bengalski) Po drodze do świątyni Gangaramaja zatrzymujemy się w parku Viharamahadevi. Na środku tej stuletniej świątyni rośnie Bodhi Tree (Ficus religiosa) – symbol oświecenia Buddy Siakjamuniego, który żył na przełomie VII i VI wieku przed naszą erą. Przechodzimy po pierwszym w czasie naszej wizyty Kamieniu księżycowym. Najważniejsze są symbole zwierzęce: słoń – symbolizujący wzrost, lew – energię, koń – siłę i byk – uległość. Do hotelu wracamy lokalnym pociągiem i tuk-tukami.

Następnego dnia zaczyna się nasza wielka podróż po wyspie. Naszym celem jest antyczna Anuradhapura. Zwiedzanie zaczynamy jednak od miasteczka Mihintale, w którym indyjski książę Mahinda – syn potężnego Aśok’i z rodu Mauriów, nawrócił króla Devanampija Tissę na buddyzm. Było to w 247r. p.n.e. Antyczne dagoby (stupy) i zbiorniki wodne dowodzą potęgi Cejlonu w III wieku p.n.e. To tylko początek.

Następnego dnia czeka nas zwiedzanie Anuradhapury – stolicy państwa od IV w. p.n.e. Urzekają nas ogrom, potęga i religijność mieszkańców najstarszej stolicy Cejlonu. Zachwyca nas śnieżnobiała Ruwanwalisaja, zwana też Wielką Stupą. Otoczona murem z setkami rzeźbionych słoni. Olbrzymia! Jak policzyli Brytyjczycy, cegły i ciosane kamienie zużyte do jej budowy wystarczyłyby na stworzenie miasta dla 25 tysięcy mieszkańców lub drogi z Londynu do Edynburga. Zbudował ją król Dutugemunu pod koniec II w. p.n.e. Najwyższa dagoba w pierwszej stolicy Cejlonu to Dźetawanarama. Oryginalnie miała 120 metrów wysokości. W III wieku zbudował ją król Mahensa z materiału pozyskanego ze zburzonego klasztoru buddyjskiego. No cóż. Mnisi za bardzo wtrącali się w politykę państwa. Najstarszą w mieście jest Thuparama Dagoba, w której znajduje się jedna z najświętszych relikwii na wyspie – obojczyk Buddy. Niewielka, ale z III wieku przed naszą erą. Na koniec święte dla buddystów drzewo Jaya Śri Maha Bodhi zasadzone w III wieku p.n.e. przez księżniczkę Sanghamitrę, która przybyła na Lankę wraz z bratem Mahindą. Oryginalne drzewo, pod którym książę Siddartha Gautama doznał oświecenia i został Buddą w dalszym ciągu rośnie w miejscowości Bodh Gaya, w Indiach. Lankijskie drzewo ma około 2300 lat. Na koniec zwiedzania udajemy się do ruin pałacu królewskiego, z którego pozostało tylko 1600 kolumn parteru. Oryginalna budowla miała 70 metrów wysokości i przez 1000 lat była najwyższym budynkiem mieszkalnym na świecie.

Po drodze do Sigirji odwiedzamy Aukanę i podziwiamy 12. metrowy posąg Buddy stojącego w pozycji Abhaya mudra (ochrona i nieustraszoność). Wyciosany z jednego kamiennego bloku ma ponad 1500 lat. Chwila na herbatkę w lokalnej knajpie i mkniemy do hotelu. Śpimy w dżungli.

Kolejny dzień zaczynamy od 1000. letniej stolicy Cejlonu – Polonnaruwy. O wiele ;mniejsza niż Annuradhapura; zbudowana po ostatecznym zniszczeniu Annuradhapury przez hinduskich najeźdźców w XI wieku, to kolejny zabytek UNESCO na naszej trasie. Pałac królewski, liczne pozostałości klasztorów (vihar), Shiva lingamy, dagoby i ogrody. Cejlon w całej krasie. Spacerek, krótki przejazd i kolejny spacer. Nasi kierowcy dziwią się, że chce nam się przemieszczać pieszo, skoro autobus na nas czeka. Wracając do Sigiriji musimy się zatrzymać, aby uwiecznić na zdjęciach przechodzące
przez drogę dzikie słonie. O niebo więcej tych największych ssaków lądowych widzimy gdzieś na horyzoncie. Na wyspie żyje jeszcze około 10 000 osobników, a my mamy wielkie szczęście, że widzimy je bez płacenia za bilety. Sri Lanka jest przecież wyspą obfitości.

Przed powrotem do hotelu wspinamy się na lwią głowę w Sigiriji. Stromo. Po drodze freski z V wieku. Zdjęcia zakazane, bo tak. Ochronie nie da się wytłumaczyć, że robienie zdjęć bez lampy błyskowej nie uszkodzi malowideł. Miejscowi przeczuleni są z powodu tego, że jakiś głupek zniszczył setki obrazów w latach 60-tych poprzedniego stulecia. Stromo, ale bezpiecznie. Schody prowadzą nas na sam szczyt, gdzie na 1,6 hektarach król Kasyapa zbudował swoją warownię. Miał się czego bać. Zabił swego ojca Dhatusenę i czekał na kontratak prawowitego następcy tronu – swojego brata Moggallana, który w Indiach zbierał potężną armię. Moggallan pokonał go w krwawej bitwie w 491 roku naszej ery, pod koniec której Kasyapa popełnił samobójstwo widząc swą uciekającą w popłochu armię. Był ojcobójcą, ale honorowo stanął do walki na otwartym polu, choć w Sigiriji mógł bronić się przez wiele miesięcy. Tej twierdzy nie dało się zdobyć w żaden sposób.

Kolejny dzień zaczynamy przed świtem. Jedziemy do Parku Narodowego Kaudulla, w którym jesteśmy jedynymi zwiedzającymi. Dżungla, tęczowo ubarwione ptaki, legwany, wałęsający się słoń i niezliczone samce pawi popisujące się przed swoimi potencjalnymi partnerkami. Żal tylko turystów, którym nie chciało się wstać wcześnie. Wyjeżdżając z parku mijamy turystów czekających w swych jeep’ach na wjazd. Za późno, niewiele zobaczą. Kto rano wstaje…

Po powrocie do hotelu chwilowy odpoczynek i jedziemy do Kandy – stolicy wiekowej, górzystej Prowincji Centralnej. Po drodze wspaniałe jaskinie w Dambulli z I wieku, które w podzięce za schronienie król Valagam Bahu nakazał przyozdobić posągami Buddy. Cóż z tego, że napadają nas małpy, cóż z tego że wspinaczka w pełnym słońcu męczy niemiłosiernie. Na końcu drogi spogląda na nas, emanujący spokojem, Budda.

Kolejne zabytki czekają na nas w Aluviharze. Staczające się z góry głazy zamienione zostają na buddyjskie świątynie istniejące już w I wieku p.n.e. To jedno z dwóch miejsc na naszej trasie szczycące się pierwszym spisaniem Tripitaki – buddyjskiego trójksięgu – meritum wiary buddystów (pierwszym z miast pretendujących do tego zaszczytu była Anuradhapura). Księgi te opisują zasady życia w klasztorze, dosłownie cytują nauki wygłoszone przez Budę, a także zawierają analizy filozoficzne zasad tej wspaniałej religii. Nastroje burzy nam mała sprzeczka z naciągaczem, który napisał nam na liściach palmowych nasze imiona w języku syngaleskim. Nieopanowana żądza pieniądza to zdecydowanie nie jest to, czego uczył Budda. Zapominamy o sprawie. Prastary klasztor poprawia nasze nastroje. Zobrazowane męki piekielne zachęcają nas do pracy nad własnymi żądzami.

W Kandy znajduje się najświętsza relikwia Syngalezów – ząb Buddy. Wierzyć, czy nie wierzyć – nie ma to najmniejszego znaczenia. Już przed samą ceremonią odsłony relikwii możemy nauczyć się braku przywiązania do składanej ofiary. Nasze kwiaty lotosu po chwili lądują w koszu na śmieci. Życie jest cierpieniem, które sami sobie tworzymy poprzez przywiązanie do rzeczy nie do końca istotnych. Tę lekcję trzeba zapamiętać.

Po południu jedziemy do sierocińca słoni w miejscowości Pinnawela. Zwierzęta te wymagają ludzkiej opieki. To sieroty i niepełnosprawne słonie, które samodzielnie nie przeżyją w dżungli. Nikt ich nie zamęcza wożeniem turystów, ni pracą fizyczną. Ku radości odwiedzających hasają sobie po gigantycznych wybiegach. W czasie posiłku, który spożywamy nad brzegiem rzeki, podziwiamy dziesiątki słoni kąpiących się o kilka kroków od nas.

Kolejny dzień, kolejne atrakcje. Najpierw wizyta w szlifierni kamieni szlachetnych. Ceny z Marsa, zadowalamy się więc herbacianym poczęstunkiem i filmem o wydobywaniu drogocennych błyskotek. Kolejny punkt programu to ogród botaniczny Peradeniya. Przepiękny, olbrzymi, zachwycający mnogością prezentowanych gatunków roślin. Czas na lankijskie wyżyny. Jedziemy pod Górę Adama.

Przecudny szczyt w zasięgu, schody, słodka herbata, schody, schody, schody. Po wypluciu płuc i z bólem wszystkich mięśni docieramy na szczyt przed świtem. Wspinaczka zabrała nam około 3 godzin. Wschód słońca wynagradza trudy wspinaczki, choć mięśnie nóg przypominają o wysiłku przez kolejnych kilka dni. Opłaca się wejść.

Miejscowi twierdzą, że tylko wariat wchodzi na tę górę więcej niż jeden raz. Po śniadaniu ruszamy naszym busem do brytyjskiej miejscowości wypoczynkowej – Nuwara Eliya. Po drodze fabryka herbaty i przewspaniałe widoki. Uprawy ciągną się po horyzont. Po tym, jak kawę wykończyła pleśń, to właśnie bursztynowy napój Brytyjczyków stał się symbolem Sri Lanki. Nad ranem około 8 stopni Celsjusza, ale my ruszamy do Parku Narodowego Horton Plains. Naszym celem jest Koniec świata – 700. metrowa przepaść. Jak miło jest przejść 10 km o poranku. Kawa nie jest już tego dnia nikomu potrzebna. Przepiękne widoki i zróżnicowana przyroda. Kraina obfitości po raz kolejny urzeka.

Następny punkt programu stanowi przejazd lokalnym pociągiem z miejscowości Nanuoya do Ella. W pociągu tłok, ale jakoś dajemy radę. Widoki na medal, stanie przez kilka godzin już nie. Docieramy jednak uśmiechnięci do celu naszej podróży. W drodze do hotelu jeszcze rzut oka na cud XIX wiecznej techniki – 9. przęsłowy most zbudowany przez Brytyjczyków. Widok z hotelu w Ella zapiera dech w piersiach. Mieszkamy trochę ponad kilometr od centrum miasta, ale przed nami lankijskie góry jak okiem sięgnąć. Tego widoku nie zapomnimy zapewne do końca życia.

O poranku znów dosyć rześko, ale my ruszamy w stronę morza, więc będzie lepiej. Dużo lepiej. Naszym celem jest Tissamaharama. Niewielka miejscowość stanowiąca bramę do Parku Narodowego Yala. Po drodze Wodospad Rawany i wykład na temat hinduskiego eposu Ramayana. To tylko 24 000 wersów opowieści o miłości braterskiej, odwadze, wierności i małpim bogu Hanumanie. Rawana zły, Rama – bohaterskie siódme wcielenie hinduskiego boga Wisznu pokonuje go we wspaniałym pojedynku. Na nic stanie na jednym palcu Rawano, dobro zawsze zwycięża.

Park Narodowy Yala West, czy też kąpiel w morzu, w Kirindzie? Gdzie pojechać tego popołudnia? Dzielimy się na podgrupy. Grupę morską zachwyca pusta plaża, inni wybierają zwierzęta. Wszyscy szczęśliwie kończą ten dzień opowieściami o wielkich falach i walce z oceanem, a także o niezliczonych słoniach, krokodylach, antylopach, jeleniach, mangustach, ptakach, a przede wszystkim o lamparcie odpoczywającym na drzewie. Na 100. kilometrach kwadratowych parku żyje tylko kilkanaście tych wielkich kotów. My widzieliśmy tylko jednego. Nikt z nas nie interesował się już stroszącymi pióra pawiami.

Po drodze do naszej bazy wypoczynkowej w Hikkaduwie czeka nas jeszcze plaża w Mirissie, patykowi rybacy/naciągacze w Ahangamie i przewspaniała forteca w Galle. Pozostałe do końca wyprawy kilka dni spędzamy na plaży w Hikkaduwie, zakupach i jedzeniu owoców morza. Dodatkową atrakcją jest podziwianie Płetwali błękitnych żyjących w okolicy Cejlonu przez okrągły rok. Ostatni wieczorny posiłek na Sri Lance stanowi smażony tuńczyk z dodatkami. Kilkanaście godzin wcześniej nasz obiad polował jeszcze w oceanie. Leniwe dni spędzamy głównie na plaży, degustujemy lokalne pyszności i kupujemy pamiątki. Wieczorem jedziemy na lotnisko i żegnamy się z Cejlonem.

Sri Lanka – wyspa obfitości przyrody, wielowiekowej historii, przepysznego jedzenia i odpoczynku nad brzegiem Oceanu Indyjskiego.






POWIązane WYprawy

Sri Lanka – W stolicach Cejlonu i poza szlakami

Wycieczka do Trójkąta Kulturowego i na tereny Tamilów

szczegóły oferty

17 dni: 6 - 22 września 2019  |  Cena: 5.690 zł + 650 USD

17 dni: 10 - 26 stycznia 2020  |  Cena: 5.690 zł + 650 USD

Sri Lanka – W parkach narodowych i górach Cejlonu

wycieczka przyrodnicza na Sri Lankę

szczegóły oferty

16 dni: 29 listopada - 14 grudnia 2019  |  Cena: 5.630 zł + 650 USD

16 dni: 25 stycznia - 9 lutego 2020  |  Cena: 5.630 zł + 650 USD

x