Jak wyrabiałem wizy w Warszawie – i pojęcie o Laosie miałem dość mgliste, sprzed lektury kilku książek i przewodnika, do tego stopnia, ze nie bardzo wiedzialem, dokad wlasciwie jadę – przemiły urzednik laotanski mi poradzil: jedz do Vang Vieng, tam ci sie spodoba.

Rzeczywiście, jeśli nazwiemy Tajlandie krajem doskonalym dla hedonisty, to Vang Vieng – połozone dokladnie w polowie drogi miedzy Luang Prabang i Vientiane – trzeba nazwac marzeniem tegoz.
Ta prawdziwie turystyczna Mekka dla plecakowcow z calego swiata, punkt obowiazkowy dla kazdego zwiedzajacego Azje Poludniowo-Wschodnia nie ma w sobie zadnych “klasycznych” atrakcji. Zabytkow tam brak, pejzaze takie jak wszedzie, wiejskie, kolorystyczne, z rzeka(tym razem Nam Song zamiast Mekongu) jako dominanta krajobrazu. Nic szczegolnego… tak się przynajmniej wydaje. Niezwyklosc, a co za tym idzie popularnosc, prowadzaca z kolei do ogromnych pieniedzy naplywajacych wielkim strumieniem z turystyki,  Vang Vieng zawdziecza… oponie. Zwyklej, samochodowo – TIRowej detce.

Ktos kilka lat temu wpadl na to, by rozpropagowac dla turystow atrakcje pod tytulem splywanie rzeka w oponie – rozrywce znanej zreszta chyba calej dzieciarni Azji. Od tego czasu splyniecie rzeka Nam Song stalo się jednym z zelaznych punktow programu kazdej wizyty w Laosie, a co za tym idzie – w Vang Vieng. Dzieki temu stopniowo naplywalo tu coraz wiecej bialasow, z ich pieniedzmi, potrzebami i wymaganiami.  Wystarczylo, by wkrotkim czasie uczynic z malej, sennej osady centrum turystyczne, swiadczace uslugi kazdego – doslownie – rodzaju.

Sam splyw nie jest niczym szczegolnym – dostje czlowiek opone w wielkim skladzie, placi za te przyjemnosc ok 6 dolarow (plus drugie tyle kaucji z opone – widac ze przepis wprowadzony a posteriori), zostaje dowieziony jakies 10 km za miasto, gdzie zaczyna sie splyw. Musi wrocic tego samego dnia i grzecznie oddac srodek transportu do skladu, jesli nie kaucja przepada. Opona, parafrazujac legendarne wyrazenie jednego z uczestnikow wyjazdow Jarka Poniewiery, chyba przepisow BHP nie spelnia, na pewno zas brak tam instrukcji uzytkowania. A przydalaby sie, bo poczatkowo cholernie trudno sie zorientowac, kak eto rabotajet. Przyspieszona nauke nawigacji guma przyplacilem kilkoma siniakami i urazami od uderzen w kamienie – skutek rozpaczliwej walki o utrzymanie sie przy stromym nurcie na plytkiej glebokosci w pojezdzie, ktorego utrata kosztowalaby mnie 7 dolcow, co psychologicznie byloby strata nie do zniesienia. Wreszcie, ku wielkiej uldze wlasnej – i burzy oklaskow oraz wiwatach zgromadzonej na brzegu bialej masy popijajacej drinki w barach – osiagnalem przewage z walce z guma, az wreszcie ja ujezdzilem. Samo plyniecie byloby zajeciem dosc nudnym – prad jest slaby do tego stopnia, ze doplyniecie non stop zajmuje ze dwie-trzy godzieny. By w ogole plynac, trzeba ciagle rekami machac, co zreszta niewiele daje. Byloby, gdyby nie to, ze miejscowi dawno odkryli, ze bialych nudzi ta detka po 10 minutach i nie wybudowali, doslownie co 50 metrow, barow, gdzie mozna napic drinkow (wybor imponujacy), pohustac sie na wielkiej linie a la byngee nad woda, czy tez poskakac do rzeki z ogromnej, przeznaczonej tylko dla naprawde mocno pijanych, rury. Efekt jest taki,  ze az zal zatrzymywac sie, jak tu co chwile z brzegow a to Bob Marley, a to Rolling Stones, a to jakies dicho przygrywa, a co pijansi iwylewniejsi plecakowcy wbiegaja do wody i nalewaja plynacym po kielichu Tigera – miejscowego bimbru. Po chwili czlowiek plynac w tej oponiemysli, ze to jest wlasnie to, czego by teraz mu trzeba – baru zaraz, drinka wypic, strach pokonac, powygrzewac sie na slonku, a potem znowu w gume. Tyle tylko, ze jak sie znow wejdzie do opony, to od razu sie nudzi – nic sie nie dzieje, za chwile bedzie kolejny bar, potem nastepny i tak az do konca. A przeciez coz szkodzi dzin z tonikiem wypic – albo lepiej od razu cale wiadro, po co sie rozdrabniac? Lepiej sie wszak plynelo bedzie! Niektorzy zapobiegliwi biora cala flaszke i z nia do opony – patrzac na coniektorych bylem w stanie zrozumiec, czemu statystycznie codziennie ginie w tej zabawie jeden bialy.

Tam mozna spedzic dzien za dniem, nie nudzac sie, odpoczywajac, rozwazajac empirycznie, czy lepszy London’s Gin czy moze Seagreves, Johnnie Walker, czy Bourbon, Tiger czy Wino Sliwkowe i tak dalej. I na tym to wlasnie zbudowany jest sukces tego miejsca, na nieustajacej zabawie i poczuciu, ze jutra nie ma. I na czyms jeszcze.Juz Bob Marley spiewal “don’t worry, be happy”. Owo happy – cokolwiek Dredziasty mial na mysli – w Vang Vieng jest slowem kluczem otwierajacym wiele drzwi. I tym, dla czego spora czesc, jesli nie wiekszosc, tu przyjezdza. Spotkac to mozna wlasciwie w kazdym menu, gdzie rzucaja się w oczy takie pozycje jak “happy tea”, “happy soup”, czy tez “happy pizza”. Sa odpowiednio drozsze, dlatego trudno uwierzyc, w to co pisza w Lonely Planet, ze niektorzy nie wiedza, o co chodzi i nastepnie kilka dni spedzaja w odleglych galaktykach. I  nie dziwia rady w tymze przewodniku: “jesli juz musisz uzywac opium, nie mieszaj tego z limonka – wsrod gorskich plemion Laosu w ten sposob kobiety dokonywaly samobojstwa, ostatecznego sprzeciwu wobec zlych mezow”. Produkty oznaczone jako “happy” sa do tego stopnia latwe do dostania, ze w sporej ilosci knajp sa osobne “happy menu”, gdzie juz bardzo wyraznie jest napisane z czym bedzie dany papieros, pizza czy fajka.
Tym samym po jednodniowym, acz bardzo intensywnym, dniu doskonale zrozumilismy dlaczego mozna tu przyjechawszy, parafrazujac powiedzenie o jednej z ulic Hamburga, zyc i umrzec, nie ruszajac sie z Vang Vieng.

A. Apanasewicz, M. Lubina






POWIązane WYprawy

Laos, Tajlandia i Kambodża poza szlakami

Cuda natury nad Mekongiem i świątynie Angkoru

szczegóły oferty

27 dni: 13 października - 8 listopada 2019  |  Cena: 6.500 zł + 850 USD

Tajlandia i Laos w pigułce

Wycieczka do górskich plemion oraz najważniejszych miejsc w Laosie i Tajlandii

szczegóły oferty

17 dni: 8 – 24 listopada 2019  |  Cena: 5.850 zł + 550 USD

Tajlandia i Laos – Sylwester na Złotym Trójkącie

szczegóły oferty

17 dni: 27 grudnia 2019 – 12 stycznia 2020  |  Cena: 3.900 zł + 520 USD + bilet lotniczy

Laos – Poza szlakami

Nawet w szczycie sezonu trudno mówić o szczycie!

szczegóły oferty

16 dni: 11 – 26 stycznia 2020  |  Cena: 5300 zł + 490 USD

Tajlandia i Laos – Złoty Trójkąt i Królestwo Miliona Słoni

Wyprawa do barwnych plemion i dawnych plantacji opium

szczegóły oferty

22 dni: 25 stycznia - 15 lutego 2020  |  Cena: 5.800 zł + 650 USD

Tajlandia i Laos – Stolice Syjamu i Królestwo Miliona Słoni

Wycieczka do niesamowitych miejsc w Tajlandii i Laosie

szczegóły oferty

20 dni:   |  Cena: 5.900 zł + 590 USD

Odkrycie Półwyspu Indochińskiego – Tajlandia, Laos i Kambodża

Wyprawa do Tajlandii, Laosu i Kambodży

szczegóły oferty

34 dni: archiwalny  |  Cena: ostanio: 6.400 zł + 990 USD

x